2 Obserwatorzy
2 Obserwuję
Nigrum

Nigrum

Teraz czytam

19 razy Katherine
John Green
Listy
Jack Kerouac, Allen Ginsberg
Pan Mercedes
Stephen King

Wirus

Wirus - Chuck Hogan, Guillermo del Toro Wampiry to niemal niewyczerpalny pokarm dla spragnionych mrocznych przygód dziewcząt i chłopców. Znamy te potwory niemal od podszewki- jako żywiące się krwią zwierząt a nie ludzi, przystojne anioły, bądź mordercze i obrzydliwe potwory ( ale tylko nocą). Kojarzymy i takie, które spacerują w świetle dnia , lecz i takie, które od niego stronią i przemykają zakamarkami jedynie pod osłoną atramentowego mroku. Czy coś jeszcze w tych bestiach może Nas zdziwić? Guillermo del Toro poczęstował nas jakże krwistym kąskiem ( zabrzmiało to nieco makabrycznie...), przedstawiając wampiry jako ofiary wirusa - bardzo podłego i szybko rozprzestrzeniającego się choróbska. Nagle sąsiad biega nagi goniąc przerażoną małżonkę z żądzą ( niefizyczną) wypisaną na pobladłej twarzy, a przyjaciel w dość dziwnym układzie pożywia się swoim ulubionym ( jak dotąd) psiakiem. Książka "Wirus" jest fenomenem, co dowodzi powyższy opis...? Wiele osób, które przeczytało powieść tegoż wspaniałego twórcy przyzna mi rację, iż jego kreacja świata obezwładnionego przez zakażonych bezlitosnym wirusem niemal zombi, jest właśnie nowinką pośród złogów wampirycznych, niekiedy , nonsensów. Za sprawą Guillermo del Toro otrzymaliśmy możliwość poznania nieco krwistych przygód epidemiologa, mierzącego się z nieznaną chorobą , rozprzestrzeniającą w zagadkowy sposób. W momencie, kiedy główny bohater dostaje zlecenie od swojego przełożonego nie ma bladego pojęcia, że jego prostolinijna rzeczywistość ulega zakrzywieniu, a w powstałą lukę wkradają się historie i postaci będące jedynie ( do tej pory) marą bądź zabobonnym bajdurzeniem babć chcących przestraszyć swe niegrzeczne pociechy. Nieco szalone? Ależ skąd. W moją historię z książkami można wpisać wiele tytułów będących pokrewieństwem dla "Wirusa". I gdybym miała porównać ( ach te gwiazdeczki odnośnie oceny...) te wcześniej przeczytane z powieścią pana del Toro- autor ten otrzymałby ode mnie wyjątkowo wysoką notę w rankingu wampirycznych opowieści. Oczywiście ocenie nie podlegałby jedynie koncept, niecodzienny i zupełnie odmienny, tak wyraźnie przeze mnie podkreślany, lecz i bohaterowie- główny bohater, fabuła...et cetera...et cetera... inaczej nie nazwałabym tej notki niby ' recenzją' .:) Szalony epidemiolog będący wzorcowym ( a nie wzorowym ) rodzicem, zarażony pierwiastkiem -super i -ego, mistrz ciętej riposty- dziadunio z błyszczącą laską i dłońmi zdeformowanymi w bardzo nieciekawy sposób, wampir Nauczyciel, punkt krytyczny całej opowieści.. każdy z nich to doskonale zarysowana postać mająca swoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, a nie jedynie Tu i Teraz poprzedzane retrospekcją co burzy linearny układ historii, jak to jest niekiedy w powieściach o zabarwieniu apokaliptycznym. Ponad to charakterystycznym klimatem "Wirusa" Guillermo del Toro urzeczywistnił horror jaki rozgrywa się w mieście opanowanym zarazą . Podkreślił ,a nie przytłumił bądź stłoczył najistotniejsze elementy nadając im pikanterii i nieco tragizmu w tak umiejętny sposób, że dostaliśmy smakowity kąsek, a nie rozwodnioną zupę. Atmosfera "Wirusa" jest nieodnawialna, nikt poza autorami nie będzie w stanie przywołać w nas podobnych emocji jakie kłębiły się w naszych umysłach podczas lektury. Niekiedy książka staję się niechcianą marą snującą się pod uśpionymi powiekami czytelnika. Czasem jest impulsem, wręcz elektromagnetycznym mającym moc tłumienia wspomnień na temat innych ciekawych lektur, tak by ta konkretna błyszczała na pierwszym planie. Podobne zjawisko odnajdziemy w sobie po przeczytaniu "Wirusa". Długo wymyślam różnorakie scenariusze dla ocalałych bohaterów stworzonych przez Guillermo i Chucka. Jednak nie jest mi dane porównać ich z pierwowzorem z prostego powodu, że takiegoż nie ma..! " Kontynuacja "Wirusa" - "Mrok", zawisł jako wielka niewiadoma w wydawniczej próżni. Jak długo jeszcze? My spragnieni czekamy. A kły wrastają w podniebienie... Polecam.